Syn burmistrza znalazł winnego słabego festiwalu. Jest tylko jeden problem…

  • Aktualności
Miasto z Wizją / 13.08.2026 / Komentarze
Jakub Hardie-Douglas uderza w marszałka województwa, zarzucając mu brak wsparcia dla Festiwalu Balonowego. Jest tylko jeden problem – oficjalne dokumenty pokazują, że w 2024 roku Województwo Zachodniopomorskie przekazało na festiwal 50 tys. zł. W tym samym czasie, gdy ojciec Jakuba Hardie-Douglasa był już burmistrzem Szczecinka. Dziś, gdy impreza coraz wyraźniej traci w oczach mieszkańców, łatwiej wskazać winnego w Szczecinie niż odpowiedzieć na pytanie, co zrobiło samo miasto, by przywrócić festiwalowi dawny blask.

Jakub Hardie-Douglas znów zabiera głos w sprawie Szczecinka. Tym razem bierze na celownik marszałka województwa, zarzucając Pomorzu Zachodniemu, że „po raz kolejny” nie wsparło finansowo Festiwalu Balonowego. Brzmi mocno. Problem w tym, że oficjalne dokumenty pokazują, że z tą narracją jest pewien problem.

 

W 2024 roku Województwo Zachodniopomorskie wsparło Festiwal Balonowy kwotą 50 tys. zł. Potwierdza to Centralny Rejestr Umów Województwa Zachodniopomorskiego. W rejestrze widnieje umowa nr 1157 zawarta z Samorządową Agencją Promocji i Kultury w Szczecinku, dotycząca Festiwalu Balonowego 2024, o wartości 50 tys. zł.

 

Trudno więc pisać, że województwo „po raz kolejny” nie wsparło imprezy, nie wspominając o tym, że jeszcze w 2024 roku przekazało na nią 50 tys. zł. Co więcej, był to rok, w którym burmistrzem Szczecinka był już Jerzy Hardie-Douglas.

 

Zanim wyślemy rachunek do marszałka

 

Festiwal Balonowy nie jest imprezą organizowaną przez Urząd Marszałkowski. To wydarzenie Szczecinka, za którego organizację odpowiada miejska Samorządowa Agencja Promocji i Kultury. I dlatego zanim zaczniemy pytać marszałka, dlaczego nie dokłada kolejnych pieniędzy, warto zadać pytanie znacznie bliżej domu: co zrobiono, żeby festiwal odzyskał dawny blask?

 

Bo dzisiaj problemem nie jest wyłącznie brak pieniędzy z województwa. Problemem jest przede wszystkim to, że sama impreza coraz wyraźniej traci swoją dawną rangę. I nie jest to tylko opinia kilku internetowych komentatorów.

 

Mieszkańcy coraz gorzej oceniają festiwal

 

W aktualnej sondzie iSzczecinek 50 proc. głosujących ocenia festiwal jako „słaby”, a kolejne 20 proc. jako „przeciętny”. To oznacza, że aż 70 proc. uczestników sondy wystawia tegorocznej imprezie ocenę co najwyżej przeciętną. Oczywiście internetowa sonda nie jest reprezentatywnym badaniem opinii wszystkich mieszkańców Szczecinka. Ale trudno udawać, że wynik jest bez znaczenia. Zwłaszcza gdy zestawimy go z tym, co przez lata było największą siłą Festiwalu Balonowego. Balony.

 

To właśnie one były magnesem, który przyciągał mieszkańców, turystów, fotografów i media. To one tworzyły wyjątkowe obrazki Szczecinka i sprawiały, że impreza wyróżniała się na tle innych wydarzeń. Dzisiaj coraz częściej pojawia się wrażenie, że balonów jest mniej, a ich miejsce próbują zająć kolejne atrakcje. 

 

Lasery, ogień, koncerty czy inne widowiska mogą oczywiście uzupełniać program. Ale nie zastąpią tego, co było znakiem rozpoznawczym festiwalu. I właśnie tutaj zaczyna się odpowiedzialność miasta Można oczywiście napisać, że marszałek jest winny. Można zaapelować o pieniądze. Można przypomnieć polityczne relacje i sugerować, że Szczecinek jest traktowany gorzej. Tylko że znacznie trudniej odpowiedzieć na pytanie, dlaczego wydarzenie, które kiedyś było jedną z najbardziej rozpoznawalnych imprez miasta, dzisiaj traci w oczach mieszkańców.

 

Za organizację festiwalu odpowiada miejska instytucja – SAPiK. A skoro tak, to właśnie tam powinny paść podstawowe pytania: Czy liczba załóg jest wystarczająca? Dlaczego najlepsi uczestnicy z poprzednich lat nie wracają? Czy miasto ma pomysł na rozwój festiwalu? Czy organizatorzy rozmawiają z branżą balonową? I wreszcie – co zrobiono, żeby za rok 70 proc. mieszkańców nie oceniało imprezy jako słabej lub przeciętnej?

 

Jest też rodzinny kontekst, którego trudno nie zauważyć

SAPiK to miejska instytucja odpowiedzialna za organizację wydarzeń. Nie jest tajemnicą, że w jej strukturach pracuje również Joanna Hardie-Douglas, żona Jakuba Hardie-Douglasa, a Dyrektor Marcin Maziakowski, jest bliskim znajomym syna i synowej Jerzego Hardie-Douglasa.

 

Publiczny atak na marszałka warto czytać również w lokalnym kontekście politycznym. Tym bardziej że marszałek, którego dzisiaj Jakub Hardie-Douglas krytykuje za brak wsparcia, w 2024 roku – kiedy jego ojciec był już burmistrzem – wsparł Festiwal Balonowy kwotą 50 tys. zł. To nie jest opinia. To informacja znajdująca się w oficjalnym Centralnym Rejestrze Umów Województwa Zachodniopomorskiego.

 

Najłatwiej znaleźć winnego daleko od siebie Oczywiście województwo może zdecydować, czy chce wspierać Festiwal Balonowy. Nie ma obowiązku finansowania każdej miejskiej imprezy. Ale zanim kolejny raz usłyszymy, że „Pomorze Zachodnie nie pomaga Szczecinkowi”, warto przypomnieć sobie, że pomoc już była – i to w wysokości 50 tys. zł.

 

Dzisiaj ważniejsze pytanie brzmi jednak inaczej: dlaczego festiwal, który kiedyś miał swój blask, coraz wyraźniej go traci? Bo jeśli aktualna sonda pokazuje, że 70 proc. głosujących ocenia tegoroczną imprezę jako słabą albo przeciętną, trudno cały problem sprowadzić do tego, czy marszałek przelał pieniądze. Pieniądze mogą pomóc w organizacji dobrego wydarzenia. Ale same nie sprawią, że wydarzenie znów stanie się dobre. I może właśnie od tego powinni zacząć gospodarze Festiwalu Balonowego – od odpowiedzi na pytanie, jak odzyskać jego dawną markę. Dopiero później można pytać marszałka, ile jest gotów do tego dołożyć.

 
Zdjęcia: 
Festiwal Balonowy, Facebook